Stowarzyszenie Aktywność dla Rozwoju "ACROSS"

NASZE PROJEKTY I DZIAŁANIA

"Cudze chwalicie - swego nie znacie"

 

Dr Krzysztof Kowalski
Instytut Europeistyki UJ

Tożsamość i dziedzictwo Europy [1]

Tożsamość zbiorowa to świadoma forma społecznego bycia w świecie, możliwa dzięki wspólnotowemu określaniu tego, skąd przychodzimy, czym jesteśmy i jaki jest świat, którego chcemy dla naszych dzieci. Przyobleka formy symboliczne, które jak klamrą wiążą przeszłość z teraźniejszością i przyszłością. To społeczne bycie w świecie jest otwarte, nigdy nie dokończone, wrażliwe na zmieniający się wokół świat. Nie sposób więc powiedzieć, że tożsamość jest dana raz na zawsze; ona się negocjuje, jakby każdego dnia podejmowała trud ponownego zdefiniowania samej siebie.

Wspólne bycie wymaga narracji, która opowiadana z pokolenia na pokolenie z faktów czyni wartości. Tej ontologicznej przemianie podlegają wydarzenia i postaci, bohaterowie i zdrajcy, miejsca chwały i wstydu, wojny i pokoje, nasze grona gniewu i nasze doliny Issy. Dzięki temu swoistemu przemienieniu, któremu podlega jednostkowe ja wznosząc się na poziom zbiorowego my, razem pamiętamy i jesteśmy. Jak powiedziałby Ernst Kantorowicz stajemy się członkami wyobrażonej wspólnoty, której na imię Ojczyzna [2]. Jej - jeśli trzeba będzie - życie złożymy w ofierze. Pytam jednak, czy tego samego może żądać nasza rodzinna Europa...

***

Doświadczenie państw europejskich pokazuje jak złożone jest symboliczne instrumentarium, którym dysponują narodowe wspólnoty wyobrażone. Pod tym względem przykład francuskich miejsc pamięci wnosi wiele nie tylko w kontekście rozważań nad tożsamością narodową, ale również - a może przede wszystkim - inspiruje pytania dotyczące pamięci, historii i tożsamości Europy.

Znakomita i wielotomowa - co koniecznie trzeba podkreślić! - praca pod redakcją Pierre'a Nora [3] pokazuje konstelację różnorodnych form, w które przyobleka się francuska tożsamość. Znaleźć w "Les lieux de mémoire" można trójkolorowy sztandar, Marsyliankę, hasło: "Wolność, Równość, Braterstwo", katedrę Notre-Dame de Paris i wiele innych. W tych narodowych symbolach materializuje się tożsamość, która w formie historycznej narracji jest koherentną i logiczną całością. Analizowany we wspomnianym dziele materiał rozumieć też można jako zbiór, w granicach którego i poprzez który dokonuje się symboliczna auto-definicja narodu rozumianego jako wspólnota polityczna, nieuchronnie ograniczona i suwerenna [4]. To "wspólnota, ponieważ (...) traktowana jest zawsze jako głęboki, poziomy układ solidarności" [5].

Nierzadko ten twórczy akt wyobrażania i tworzenia obrazu samych siebie dokonuje się w ramach administracyjnie narzuconych kategorii, często towarzyszy mu zresztą proces krystalizacji własnej, narodowej tradycji [6]. Inspirująca dla rozważań o Europie jest rozprawa B. Andersona pt. "Wspólnoty wyobrażone" [7], w której autor pyta, czy taką wspólnotę można skonstruować poprzez działania administracyjne. W książce odpowiada: owszem, można! A skoro tak, to rodzi się nieco inne pytanie: czy analogicznego procesu nie obserwujemy dziś w niektórych działaniach Unii Europejskiej?

Z lektury "Wspólnot wyobrażonych" płyną dodatkowo wnioski, że administracyjne działania generują sensy, z którymi jednostki z biegiem czasu zaczynają utożsamiać się. Spis narzuca nową, "totalizującą klasyfikację" społeczną. Podobnie zresztą mapa, która nie jest opisem tego, co istnieje, ale anonsem tego, co w świadomości zbiorowej dopiero powstanie; nie przedstawia, ale antycypuje, jest modelem dla politycznej rzeczywistości. Nie jest przewodnikiem po świecie, ale jego zapowiedzią.

Cris Shore [8] w intrygujący sposób podjął się próby przełożenia wniosków Andersona w kontekst obserwowanych przez siebie procesów, które mają miejsce na obszarze Unii Europejskiej. Szczególny jest przykład Eurostatu i Eurobarometru, które badają europejską opinię publiczną (nie istniejącą jeszcze 15 lat temu!). W przypadku obu tych instytucji nie tyle interesujące są wyniki ich badań, choć to również, ale fakt, że one - Eurostat i Eurobarometr - w ogóle istnieją.

W dniu dzisiejszym obecność europejskiej opinii publicznej wydaje się niezagrożona. Dowiadujemy się o tym, czego chce "przeciętny Europejczyk", że 76 % populacji Starego Kontynentu ma pozytywne lub negatywne zdanie w jakiejś sprawie. Informowani jesteśmy, że obywatele UE czegoś chcą, coś popierają lub odrzucają. Równocześnie otwarło się pole do powstania kolejnych kategorii. I tak, obok europejskiej opinii publicznej, istnieją: europejska publiczność (European public), europejscy konsumenci (European consumenrs), koszty utrzymywania nie-Europy (costs of non-Europe) i wiele innych [9].

Można powiedzieć, że Eurobarometr i Eurostat są nie tylko instrumentami oznaczania, kwantyfikowania, ucieleśniania, zarządzania populacją europejską i przestrzenią Europy. Ponadto, a może przede wszystkim, są dostarczycielami meta-kategorii w ramach, których krystalizuje się tożsamość europejska. Pewne więc analogie między Europą początku XXI wieku a procesem analizowanym przez Andersona są uzasadnione. Nie sposób przeoczyć faktu, że w obu procesach kluczową rolę odegrali administratorzy, biurokraci i intelektualiści, którzy zaproponowali szczególną lekturę / wersję przeszłości. To ona z czasem sprawiła, że arbitralnie wyznaczone na mapie granice stały się wyobrażonymi patrias. Pytanie, jakie można postawić w europejskim kontekście jest następujące: przy użyciu jakich obrazów patria europea miałoby się symbolizować, unaoczniać. Refleksja o Europie ze swej natury musi więc oznaczać uwagę skierowaną na tradycję i dziedzictwo definiowane jako europejskie.

Pojęcie dziedzictwa jest wyjątkowo wieloznaczne. Używa się go w różnych kontekstach. Często wykorzystują je historia, socjologia, antropologia. Odwołuje się do niego również turystyka i polityka regionalna (tak silnie podkreślana w kontekście działań Unii Europejskiej).

Dziedzictwo, podobnie jak tradycja, jest symboliczną konstrukcją. Innymi słowy - formą wyobrażania, reprezentowania przeszłości. Jest to swoista narracja składająca się z faktów, przedmiotów i obrazów, za pomocą których opowiadamy "samych siebie" oraz wyjaśniamy skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. W tym sensie dziedzictwo jest częścią procesu wspólnotowej auto-definicji. Choć jest to rekonstrukcja przeszłości, to jednak służy zdefiniowaniu i skonstruowaniu zasad rządzących teraźniejszością [10]. Warto zaznaczyć, że czas dziedzictwa przypomina czas mitu i utopii, czas wiecznego teraz. W pewnym sensie to czas sparaliżowany, jak powiedziałby to Leszek Kołakowski [11].

Dziedzictwo nie jest dane raz na zawsze. W jego skład wchodzą teksty kultury (jak powiedzieliby semiotycy), które mogą zostać z niego usunięte. Pojęcie apokryficzności i kanoniczności, pochodzące z rozważań nad naturą tekstów kultury, wydaje się być tym, które szczególnie inspiruje w badaniach nad dziedzictwem. Ten podział zwraca uwagę zarówno na specyficzną naturę fundamentalnych tekstów istotnych dla samo-opisu, jak i na ciągle odbywający się proces przechodzenia tekstów z jednej kategorii do drugiej. To, co dziś jest kanoniczne i buduje dziedzictwo, jutro takim być nie musi... Kategoryczny podział na teksty kanoniczne i apokryficzne nie jest więc łatwy do przeprowadzenia w całokształcie dziedzictwa. W jego obszarze dokonuje się proces polegający na swoistym zapominaniu tekstów kanonicznych i ich przechodzeniu do obszaru apokryficznego.

***

M. Abéles pracując nad formami przeszłości europejskiej (nieustannie definiowanego dziedzictwa Europy) stwierdził, że w brukselskich i strasburskich instytucjach europejskich "wszystko się dzieje w taki sposób, jakby Europa musiała wymyślać się każdego dnia od nowa (...) Odwołanie do przeszłości ogranicza się do sporadycznego przywoływania ojców założycieli; nie pojawia się żaden znak, aby świadczyć o obecności tradycji (...) Ten deficyt tradycji, ta trudność w określeniu swojej własnej tradycji, przyczyniają się do tworzenia oryginalnego obrazu Europy, różniącego się w tym właśnie aspekcie od klasycznych wspólnot, którymi zajmowali się do tej pory antropologowie." [12] Ten brak wyraźnie wykrystalizowanej tradycji podparty jest poczuciem konieczności ucieczki w przyszłość, dzięki której instytucje unikają wyobrażonej stagnacji, która mogłaby zatrzymać Europę na jakimś etapie jej rozwoju. Każdy bowiem krok (etap) jej budowy jest wpleciony w łańcuch wydarzeń, którego ostatni element znajduje się w bliżej nieokreślonej przyszłości. Europa nie odwołuje się do mitycznej przeszłości, ale uparcie powraca do obrazów mitycznej przyszłości. "Stąd ten dwuznaczny stosunek (...) do historii: wszystko odbywa się tak jakby obsesja przyszłości i zakończenia (budowy Europy) pozostawiała mało miejsca na przeszłość, na pamięć." [13]

M. Abéles wprowadził określenie symbolicznego deficytu (déficit symbolique), któremu Europa musi sprostać. Ten francuski antropolog wyraża opinię, że Europa cierpi na brak symboli i rytuałów, wokół których tworzyłaby się europejska tożsamość. W chwili obecnej jest to wspólnota odczarowana [14], bez głębi, jaką posiadają narodowe historie. Przestrzeń symboliczna ogranicza się w przypadku Unii Europejskiej do EURO, flagi, hymnu i kilku oficjalnych znaków: paszport, znaczki pocztowe, tablice graniczne i medale okolicznościowe. Jest to jednak ciągle za mało dla powstającej tożsamości europejskiej, która "rozpaczliwie poszukuje korzeni i zakotwiczenia w przeszłości".

Dzisiejszej Europie nadal brak obrazów, poprzez które mogłaby się dać się do myślenia. Dyskusje sprzed 50 lat o fladze i hymnie oraz te, które toczyły się wokół preambuły Traktatu Konstytucyjnego, odczytać można jako fundamentalne pytanie o to, poprzez co Europa chce się symbolizować i do jakich wartości nawiązywać. Można powiedzieć, że trud Unii w tym zakresie skierowany jest na odnalezienie czystej formy, nieobciążonej wartościami narodowymi. A wszystko to dlatego, że europejska polityczna poprawność jest równoznaczna aksjologicznej neutralności. Pytać jednak można gdzie przebiega granica między neutralnością a obojętnością?

Gdy w takiej perspektywie postawimy problem dziedzictwa i tożsamości europejskiej, to zobaczymy, że jest on kwestią znacznie bardziej centralną niż można by sądzić. Otóż w istocie jest to debata nad formami symbolicznymi, z którymi populacja europejska mogłaby się utożsamić, choćby tylko po to, by zagłosować w wyborach do Parlamentu Europejskiego... Jak bowiem okazuje się, skupienie projektu europejskiego na kwestiach ekonomicznych nie zachęca do uczestnictwa w tej nowej, post-narodowej wspólnocie. Ona ciągle cierpi na brak wyrażających się w symbolach wartości, które jasno określałyby obszar kanonicznej tradycji. W tym sensie europejskie dziedzictwo jest bardziej postulatem niż faktem.

Równolegle do tego konstruowanego instytucjonalnie dziedzictwa rozpoznać można jeszcze drugie. To, które Europa ze wstydem przemilcza i nie zauważa. Mam tu na myśli te wszystkie miejsca pamięci, które innymi słowy można by nazwać miejscami europejskiego dramatu, nierzadko ofiary. Pogranicza na Starym Kontynencie znają ich wiele. Są dowodem na to, że wolność została okupione tragedią i cierpieniem całych narodów. Jej cena wielokrotnie była ogromna! Tym niemniej z czasem możliwe stało się pokojowe współistnienie bazujące na przebaczeniu i pojednaniu. Powiedziałbym, parafrazując słowa ojca św. Jana Pawła II, że Europa zaczyna się tam, gdzie przekroczony został prób wzajemnie zadanego cierpienia. Dopiero tam, za tą granicą rozpościera się Europa będąca spełnieniem aspiracji do pokoju, bezpieczeństwa, demokracji, sprawiedliwości... Owa idealna Europa nie jest prostym opisem faktów, ale obrazem motywującym do działania. Kręta jest jednak droga do owej Europy felix. Wiedzie okapami ostatnich wojen, zasiekami, rampami, zburzonymi miastami.
Innej jednak nie ma.

Przypisy:
[1] Tekst ukazał się drukiem w: "Problemy i dylematy rozwoju Unii Europejskiej" red. Helena Tendera-Właszczuk, Śląska Wyższa Szkoła Zarządzania, Katowice 2007, pp 11-16, pt: Krzyszof Kowalski "Europa w poszukiwaniu wspólnej tradycji, dziedzictwa i tożsamości"
[2] Kantorowicz, 1989.
[3] Nora, 1984.
[4] Anderson, 1983, s. 19.
[5] op. cit., s. 21.
[6] Hobsbawn, Ranger, 1983.
[7] Anderson, 1983, (szczególnie rozdz.10: Spis, mapa, muzeum, s. 160 - 181)
[8] Shore, 2000.
[9] op. cit., s. 31.
[10] Brett, 1996.
[11] Kołakowski, 1993.
[12] Abéles, 1996 (b) s. 53.
[13] op. cit., s. 54.
[14] Termin za: M.Gauchet, 1985.

Bibliografia
    » Abéles M.
1992 La vie quotidienne au Parlement Européen, Paris, Hachette.
1993 Political anthropology of a transnational institution: the European Parliament, 'French Politics and Society', vol. 11 (1), s.1-19.
1994 A la recherche d'un espace public communautaire, 'Pouvoirs', vol. 69, s.117-128.
1995 La fonction politique européenne. Acteurs et enjeux, [w:] Meny Y., Muller P., Quermonne J.L. (ed.), 'Politiques Publiques en Europe', Paris, Harmattan, s.61-115.
1996(a) La Communauté européenne: une perspective anthropologique, 'Social Anthropology', nr 4, s.33-45.
1996(b) En attente d'Europe, Paris, Hachette.
    » Agulhon M.
1989 Marianne au pouvoir, Paris, Flammarion.
    » Anderson B.
1983 Wspólnoty wyobrażone, Kraków, Znak.
    » Bellier I. - Wilson T.
2000 An Anthropology of the European Union, Oxford - New York, Berg.
    » Brett D.
1996 The Construction of Heritage, Cork, Cork University Press.
    » Castoriadis C.
1975 L'institution imaginaire de la société, Paris, Seuil.
    » Gauchet M.
1985 Le désenchantement du monde. Une histoire politique de la religion, Paris, Gallimard.
    » Hobsbawn E. - Ranger T.
1983 The Invention of Tradition, Cambridge, Cambridge University Press.
    » Kantorowicz E.
1984 Mourir pour la patrie, Paris, PUF.
1989 Les deux corps du roi, Paris, Gallimard.
    » Kołakowski L.
1993 Mircea Eliade: religia jako paraliż czasu, [w:] Eliade M., Traktat o historii religii, Łódź, Opus, s.I-VII.
    » Mach Z.
1993 Symbols, Conflict, and Identity, New York, State University of New York Press.
    » Nora P.
1984 Les lieux de mémoire, Paris, Gallimard.
    » Shore C.
2000 Building Europe, London - New York, Routledge.

 

WSTECZ

 Across

 English Version

GRUNDTVIG
Active Citizenship for Migrants

Aktualizacja: 28.02.2009

Projekt i wykonanie: Vanti